Pierwsza dekada Domina 1994-2003

To właśnie w tym czasie narodziła się moja Pasja do rysowania. Rok 2003 rozpoczął Złotą Dekadę czyli że w kolejnych latach zawsze na pierwszym miejscu egzaminu predyspozycyjnego na Wydział Architektury Politechniki Warszawskiej był ktoś z Domina.

Rok 2003

rysunek realizm magicznyTemat na egzaminie na Architekturę w Warszawie – Budowa piramidy – Po raz pierwszy trafiamy bezpośrednio w temat. Ale czy na pewno ?

No niestety NIE. Bo co z tego, że taki temat u nas był kiedy połowa osób nie odrobiła pracy domowej. Nie ma chyba nic bardziej wkurzającego niż świadomość, że przez grzech zaniechania obniżyło się sobie szansę.

Również w tym roku pojawiło się pierwsze ciekawe zjawisko. Na kursie pojawił się Maciej. Przepisał się z innego kursu. Jaki był powód takiej decyzji ?  Oto jego słowa :

“(…) uznałem, że jeżeli na moim kursie wylewa się tyle kubłów pomyj i oszczerstw na inny kurs to uznałem, że musi być coś na rzeczy. Postanowiłem to sprawdzić. I teraz wiem, że słusznie zrobiłem. Bo w Dominie mi sie podoba. I jest kompletnie odwrotnie niż to jak mnie indoktrynowano tam.

To prawda. Ja stosuję zasadę, że nie mówię negatywnie o innych miejscach. Bo ani nie byłem na tamtejszych kursach ani nie wiem jak tam jest. A moja opinia na temat konkurencji może nie być obiektywna 😉 Na szczęście na innych kursach do dnia dzisiejszego pluje się na nas. A potem ludzie od nich przepisują się do nas , bo nas znają 🙂

To od tego roku, przez kolejnych dwanaście, to osoba z Domina była na pierwszym miejscu egzaminu wstępnego na WAPW – Wydziałe Architektury Politechniki Warszawskiej.

Na egzaminie w 2002 roku do zrobienia była jeszcze niby prosta bryła. Należało ustawić na sobie trzy jednakowe sześciany. Każdy kolejny miał być obrócony w stosunku do poprzednika o trzydzieści stopni. Pikanterii rozwiązaniom dodał zapis, że ostatni sześcian ma się zmieścić pod horyzontem. Rzadko komu się to udawało. Poza tym nawet jak ktoś precyzyjnie rysował całą kompozycję to i tak najwyższy wychodził za mały.

W tym roku otwieramy systemowe zajęcia bezpłatne. Każdy kto chce przyjść i porysować w ambitnym gronie może to robić. Obecnie takie zajęcia odbywają się w ramach Wolnej pracowni Domin.

Od tego momentu dla wielu osób Domin stał się drugim domem. Trwa to do dziś ! Wiele osób przychodzi już od samego rana robiąc sobie wolne w szkole.

Rok 2002

W tym roku na architekturę trzeba było zdać egzamin z Miasta przyszłości. Po egzaminie podpytywałem ludzi jakie są ich refleksje. Najciekawsze spostrzeżenia miał Michał .

“To było moje drugie podejście do egzaminu więc dwa razy bardziej sie stresowałem. Kręciłem się po przepastnym korytarzu nawet nie widząc tłumu innych ludzi. W pewnym momencie mój wzrok zatrzymał się na gablocie z projektami studenckimi. Były to szkice na kartkach A4. Temat – jakieś futurystyczne formy. Kiedy ogłoszono temat przypomniałem sobie jeden z nich. Siedział w pamięci krótkotrwałej. Narysowałem go.

To był strzał w dziesiątkę. Dostałem 90 pkt na 100 możliwych. To ten właśnie temat ustawił mi egzamin. Dostałem się !!!

-A jak inni na sali ? – pytałem.

– Większość rysowała miasta a`la Jetsonowie. Olbrzymie szklane kopuły na wysokich, żelbetowych nogach. Brakowało tylko zielonych ludzików.

Rok 2001

kurs akwareli w Dominie
Grzegorz Wróbel stworzył w Dominie zajęcia z akwareli na poziomie międzynarodowym.

Na kursie pojawia się Grzegorz Wróbel – i jest z nami do dnia dzisiejszego. Jest uosobieniem słów “Talent nie istnieje” Grzegorz udowodnił, że liczy się Upór i Wytrwałość.

Po lewej możesz zobaczyć przykładową pracę z tych zajęć.

Jeżeli interesowałoby Cię czy aktualnie Grzegorz nie prowadzi jakiegoś intensywniejszego kursu z tej techniki to kliknij tu :

Kurs akwareli w ramach akwarela.eu

A co się działo w tym roku na egzaminie na WAPW ?

Tematem z wyobraźni był dworek. Kandydaci na architekturę dostali dwie elewacje. Na ich podstawie trzeba było odtworzyć przestrzeń. Temat prosty wręcz banalny. Nie dawał możliwości wykazania się. Zarówno mistrz rysunku jak i osoba z niewielkim stażem, na kartce miały to samo.

Przez lata kursu nauczyłem się jednego jak wszyscy wychodzą z egzaminu zadowoleni to nie jest dobrze. W roku 2001 kogo bym nie pytał to mówił, że poszło mu dobrze.

 

Rok 2000

Wtedy podejmuję decyzję, że to nauka rysunku będzie tym czym zajmę się z życiu.

Rok 1999

Przenosimy pracownię do centrum Warszawy. Ciasna ale własna. Wreszcie można zostawić prace powieszone na ścianach bez obawy, że będą przyozdobione penisami.

Rok 1998

Pierwszy rok kiedy zdałem sobie sprawę że dobry rysownik w cale nie musi się dostać. To trochę był szok. Bo widziałem na studiach ludzi “rysujących” i wiedziałem, że mam świetną ekipę. Na egzaminie jednak coś ich zablokowało.

Kilkanaście kolejnych egzaminów i już wiedziałem o co chodzi. Oprócz ocen racjonalnych i analitycznych są jeszcze dwa czynniki – trafienie w temat i trafienie w gust komisji. Długo broniłem się przed tym drugim. Kilka lat później wprowadziłem pewną metodę badania tego. Tak żeby nie opierać się na opiniach tylko faktach. A te były przerażające .

Tu masz fajną historię – Czy dobry rysownik sam się obroni ?

Rok 1997

Po raz pierwszy mamy pierwsze miejsce – Konrad Smoczyński “Smoku”  – malował żarówiastymi akwarelami na perfekcyjnym podrysie. Nie wyciągnąłem wnisoków z tego sukcesu. Konkurencja tak.

Rok 1996

Mam pięciu uczniów, ale to chyba jeszcze nie szkoła 😉 Wśród nich mój przyjaciel Tomek Czerwiec.

Z tego roku pochodzi pierwsza wkurzająca historia. Dwóch Tomków zasuwało i dostali z wyobraźni po 55 pkt. A pryzszedł typ na trzy lekcje przed egzaminem i też dostał 55 pkt. Dlaczego tak ?

Oto ta hisoria …

“Na kurs przychodzi do mnie Robert. Mój rówieśnik. Stwierdził, że studia na których jest już go nie interesują. Chce je zmienić.

Pojawia się na cztery tygodnie przed egzaminem. Czyli ma tylko cztery lekcje. Od razu mi mówi, że na jednej nie będzie bo jeszcze po drodze ma wyjazd rodzinny. WTF ? Prosi mnie żebym mu przygotował 10 kryteriów oceny rysunku. Ja to robię. Lista ta przez wiele lat jest numerem jeden w pracowni. Cały kurs na architekturę w Warszawie na niej się opiera.

Robert spisuje sobie je na desce i na egzaminie kurczowo się tego trzyma. Poza tym trafia w temat. Przez te cztery tygodnie robi jeden rysunek dodatkowy – drewniany most – na podstawie fotografii z książki. Na egzaminie do narysowania ma Młyn nad Utratą. I jak sam stwierdził :

“Wiedziałem, że nie mam szans z killerami rysunku, których widziałem u Ciebie. Narysowałem więc ten most trochę go przerabiając. Na nim postawiłem chatkę taką jak w opisie i zażarło 🙂 “

No i pytanie :

– Jaka jest różnica między młynem a wiatrakiem ?

Relacja Tomka Czerwca i Tomka Tarnowskiego – dwóch doskonałych rysowników :

“Siedzimy sobie w sali i rysujemy młyn. Jest nad Utratą więc chodzi o młyn wodny. Rysujemy groble, mnicha, koło młyńskie. Czasu jest aż nadto bo wyjątkowo egzamin trwał 2,5 godziny a nie półtorej jak do tej pory.

– Po godzinie zerkam za siebie – mówi Tomek Tarnowski – za mną dziewczyna rysuje wiatrak. Mało nie pękłem ze śmiechu.

– Ty, chłopak przede mną też rysuje wiatrak – wtóruje  mu drugi Tomek.

Razem rozglądają się po sali. Tu wiatrak, tam wiatrak , wszędzie wiatraki. Ha, ha, ha … Po pewnym czasie obaj nerwowo czytają treść jeszcze raz :

– Może to my się mylimy ?

Czytają trzeci raz. Jak wół jest napisane, że chodzi o młyn wodny. Na wszelki wypadek obaj wrysowują po dwa wiatraki obok. “

Widziałem obie te prace – wyglądały źle. Widać było, że dorysowane wiatraki zepsuły kompozycję. Zbyt duża ilość czasu zaoowocowała tym, że zaczęli wrysowywać pierdoły. Grabie oparte o ścianę, pływające kaczki, wóz drabiniasty. Zrobił się z tego wizualny śmietnik. Choć rysowany wybitnie.

 

Rok 1995

100 procent dostawalności się na WAPW Wszyscy trzej się dostali : Paweł Postek, Maciek Beczak i Rafał Wysocki.

Tego roku odbywa się pierwszy plener wyjazdowy Domina – we dwie osoby pojechaliśmy do Wiednia. Chociaż w plener chodziłem już od 1993 roku to właśnie dopiero wtedy rozkochałem się w nich na dobre. Choć nie obyło się bez przypału :

“Od Tomka Czerwca dostałem blok rysunkowy. W zasadzie to go od niego wydębiłem. A co było w nim takiego uroczego ? Był naprawdę złej jakości. To był taki blok rodem z PRL-u. Zażółcone kartki i widoczne drzazgi. Teraz to by kosztował krocie. Wtedy był zły. Z resztą nikt nie próbował tego ukrywać. Na przedzie miał złowieszczy napis :

Blok rysunkowy dziecięcy, III kategorii

Ale miał w sobie jakiś taki niepowtarzalny klimat. Wyglądał jakby go zrobione w warsztatach Leonarda z Vinci.

Zrobiłem na nim jeden rysunek – Kunschistorisches Museum. Wyglądał tak jakby powstał w XIX wieku. W tym samym czasie co i muzeum. Nawet chciałem zażartować i napisać zamiast 1995 datę 1895.

W drodze powrotnej przeżyłem horror. Na granicy czesko – polskiej służba celna kazała mi otworzyć teczkę. Zapytali co to są za pracę. Ja mówię:

-To jest mój dorobek plenerowy z Wiednia.

Celnik nie dał wiary. Zaczął wypytywać czy mam pozwolenie ministerstwa na przewożenie dzieł sztuki. Ja mówię, że to są moje rysunki. On na to :

-Nie szkodzi. Pozwolenie musi być!!! Na każdą sztukę przewożoną z kraju do kraju.

Zrobiła się afera. Wezwano polskich celników. Ci kazali mi się spakować i ,że muszę iśc na przesłuchanie. A pociąg odjedzie beze mnie bo i tak jest przez tą sytuację 30 minut opóźnienia. Nie wiedziałem co robić. Miałem wtedy 20 lat i zero doświadczenia. Czasy wolnego ruchu miały nadejść dopiero za 10 lat.

Przypominam, że nie było wtedy telefonów komórkowych. Baaaa, więcej , moi rodzice nie mieli nawet telefonu stacjonarnego.

Co ja miałem zrobić ? List im napisać – wtedy bite dwa tygodnie.

Zacząłem tłumaczyć, że jestem studentem i że nawet nie wiem o co chodzi. Kontem oka zauważyłem, że na ich twarzach pojawił się odruch zawahania. Rozwiązanie przyszło szybciej niż mi się mogło zdawać.

Celnicy popatrzyli na siebie, potem na mnie i … machnęli ręką. Cieszcie się, że macie Schengen 😉

Rok 1994

Na schodach spotykam mojego pierwszego ucznia Maćka Beczaka. Pierwsza lekcja Domina odbywa się 15 grudnia 1994 roku druga lekcja 17 grudnia. Na specjalną prośbę Romana Beczaka – Taty Maćka.

To Ja – Wojciech Domińczak rysuję egzamin na WAPW. A wtedy egzamin składał się z :

  • Rysunek z wyobraźni – “Wnętrze katedry gotyckiej z wpadającym światłem”
  • Rysunek z geometrii – Z kamiennego bloku wycięto przecinający się stożek z ostrosłupem”
  • Kompozycja liternicza – PESYMIZM – OPTYMIZM
  • Znak graficzny – Olimpiada w Sydney 2000
  • Test z wiedzy ogólnej
  • Test na inetligencję, widzenie przestrzeni
  • Teczka prac – przykro było patrzeć jak trzydzieści procent moich adwersarzy miało kupione teczki. Czyli rysunki nie były ich autorstwa. Zamawiało się je u studentów przed egzaminem. Pewnie dlatego zrezygnowano z tej formy egzaminu.

Rok 1993

Zapisuję się na kurs. Dużego wyboru nie było.

Egzamin na architekture glimminge
Rysunek piórem egzaminu na architekturę Politechniki Warszawskiej – autor Wojtek Jasiński

Tego roku na egzaminie był do narysowanie zamek Glimminge. Przez lata nie mieliśmy żadnych materiałów wizualnych. Kompletnie nic. Więc wyobrażaliśmy go sobie jak wielki zamek na skalnych klifach. Mnogość wież, podwójne mury  i wielkie barbakany. Nie było internetu … takiego jak teraz. Kiedy dotarliśmy do zdjęć z tego zamku to jakież było rozczarowanie.

Całe Glimminge wygląda jak duża kamienna średniowieczna stodoła.

Bardzo fajnym zdaniem z geometrii było przecinanie się dwóch korytarzy o wyznaczonych przekrojach. Przecinały się pod kątem prostym. Ujęcie w widoku od środka. Do dnia dzisiejszego to rysujemy. I nadala sprawia to problemy.

To wtedy wydarzyła się ta historia :

Czarna plama i dziury

Rok 1992

Rysunek w Miejskim Domu Kultury w Piastowie wraz z moim kolegą Tomkiem Czerwcem.

Ro później postanowiłem trochę bardziej profesjonalnie zajęć się swoją edukacją artystyczną. Mój kolega z liceum a teraz wykładowca ASP – Marcin Chomicki zachęcił mnie do zajęć w MDK.

Kiepska atmosfera, mdłe tematy i niezaangażowana “upadła” artystka. Katastrofa.

Pamiętam jak ktoś nieśmiało jej powiedział, że martwa natura którą mamy rysować jest tematem już od trzech miesięcy.

Zdenerwowana Pani poprzestawiała butelki i … wyszła na papierosa.

Rok 1991

Rok 1991 to wtedy narodził się pomysł żeby iść na architekturę. Ciekawa jest geneza tego :

“Rysować lubiłem zawsze. Jak nie miałem co robić to brałem się za rysowanie. To była super rozrywka. Nie wiązałem jednak z tym życiowych planów. Silnie wierzyłem, że jest coś takiego jak Talent a ja chyba go nie mam.

Z pomocą przyszła mi moja nauczycielka od plastyki – Pani Maria Tokarska. Widząc moje rysunki powiedziała :

-Masz świetne wyczucie koloru i kształtu. Koniecznie musisz iść na coś związanego z twórczością.

Wybór padł na architekturę. Lubiłem o niej czytać. Rodzice często zabierali mnie na wycieczki objazdowe gdzie dowiadywałem się o stylach i autorach. Dobrze radziłem sobie z przestrzenią.

Teraz z perspektywy lat widzę, że mógłbym się zająć modelowaniem 3D ale wtedy takich kursów nie było. Chociażby takich jak ten – Kurs Digital Painting i Concept Art w Creativity.  W ogóle to był czas w którym niepodzielnie panowała Amiga – mój pierwszy komputer.

A teraz to się takie rzeczy robi :