O tym jak czarna, niewidzialna ręka skradła duszę rysunkowi.

Egzamin na architekturę może mieć różne oblicza

Przekonał się o tym jeden z naszych absolwentów. Historia sprzed wielu lat. Powraca jednak w różnych częściach Polski co pewien czas.  Koszmar z happy endem w tle.

Odczytanie zadania rysunkowego

Przeczytali temat egzaminu. Grabarz mało nie zemdlał. Stał po środku sali a łzy napływały mu do oczu. Czyżby miałby zginąć w tak błahych okolicznościach?

Zaczęło się niewinnie. Po sprawdzeniu tożsamości skierował się do swojej auli. Był to średniej wielkości pokój gdzie w trzech rzędach stały wielki stoły kreślarskie. Nie pierwszej młodości, o czym świadczyły wyryte na nich napisy. Solidarność? – No to rzeczywiście mają sporo lat szczególnie, że mamy rok 2001 – pomyślał.

Grabarz wyjął swoją ulubioną technikę – tusz. Rozłożył pędzle, stalówki i papier ścierny po cały blacie. Wiedział, że w tym dniu rozlanie tuszu na kartce papieru będzie oznaczać katastrofę. Był to przecież egzamin wstępny na Architekturę.

Miał dobre samopoczucie, bo na kursie rysunku dowiedział się, że 95 % osób rysuje ołówkiem. A żeby uzyskać odpowiednią intensywność tusz był dużo lepszy. Nie na darmo ta ksywa. Bo wszystko u niego wyglądało jak nokturn. Tusz nawet rozcieńczony wodą był intensywny. Ale chyba nie tylko sposób malowania wpłynął na ten pseudonim. Długie czarne włosy, niezbyt bujny zarost, nieśmiertelny czarny golf z naszywkami, i skórzany wytarty płaszcz. On naprawdę wyglądał jak – Grabarz.

Możesz to schować – nie przyda Ci się !!!

Uśmiechnięta Pani s komisji spojrzała na tusze i stalówki. „To ci się nie przyda” dodała kąśliwie. Na spokojnej twarzy pojawił się grymas, – „co to miało znaczyć” za chwilę wszystko miało się wyjaśnić.

Komisja odczytała treść zadania. Nic nadzwyczajnego. Otóż trzeba było narysować zamek średniowieczny w perspektywie. Na lekkim wzgórzu, które od południa podcięte było wapiennymi skałami. Wysoka wieże przyklejona do murów. Dwa razy wyższa od nich. Całość w scenerii przedwiośnia. Ze słońcem, które przezierało spomiędzy chmur. Jednak to ostatnie zdanie sparaliżowało Grabarza:

Rysunek prosimy wykonać ołówkiem.

Z raju do piekła. Pogrzebane szanse

Łzy były coraz większe. Takiego obrotu sprawy nie spodziewał się. Nawet nie miał przy sobie ołówka. Dał się złapać na tak prosty hak. Jak można było nie wziąć ze sobą tej podstawowej techniki!!!  Przejrzał plecak. Była to zielona wojskowa „kostka” Prosta konstrukcja, żadnych przegródek czy ukrytych zakamarków. Nerwowo zaczął trząsać wnętrzem, ale ten cholerny ołówek nie wypadał.

To koniec pomyślał. Już miał się zbierać do domu, kiedy zerknął na siedzącą obok dziewczynę. Miała pęk zatemperowanych żółtych ołówków z różową gumką. Przypomniał sobie jedną ze złotych rad na lekcjach rysunku dla kandydatów na architekturę. „Kup sobie 20 ołówków i nie trać czasu na ich temperowanie” Ostrzenie jednego ołówka kilkanaście razy to niepotrzebna strata czasu. Poza tym, jeżeli kupiony materiał będzie miał pokruszony grafit to nic nie zdziałasz.

Spojrzał na dziewczynę i nerwowo wymamrotał:

– Przepraszam, czy nie pożyczyłabyś mi jednego?

Energicznym ruchem, bez zbędnych słów podała mu. Gadanie też zabiera czas, lepiej tego nie robić. Grabarz nie wiedział jeszcze, że w przyszłości obydwoje będą musieli jeszcze raz podejść do egzaminu.

Rysował. Ale w głowie formowało mu się pytanie.

– Czy przypadkiem w warunkach rejestracji nie było podane, że technika jest dowolna?

Miał to sprawdzić później. Szczególnie, że ten dylemat miało jeszcze kilka osób w innych salach.

Niby rysuję ale jednak nie, ale jednak tak.

Rysunek wybitnie mu nie szedł. Nawet nie miał porządnej gumki żeby zetrzeć krzywe linie. A tych wyjątkowo dużo dziś miał na kartce. Rysował zdenerwowany i zrezygnowany. Miał ochotę rzucić wszystko i wyjść. Wtem otworzyły się drzwi. Do Sali weszła komisja złożona z trzech siwych panów. Najwyższy z nich, donośnym i Niskiem głosem zakomunikował:

– W treści egzaminu wpisaliśmy niefortunne stwierdzenie.

Grabarz podniósł głowę i aktywnie słuchał.

– Zapis, że egzamin prosimy rysować ołówkiem nie jest wiążący. Można rysować, czym się chce. Po prostu uprzejmie prosimy żeby egzamin był ołówkiem. Ciężko nam jest potem porównywać dwie prace, z których jedna jest intensywna a drugiej prawie nie widać.

Nie spodziewany zwrot akcji

Spojrzał na zegarek. Została połowa czasu. Wyjął swój ulubiony pędzel Kozłowskiego. Zamoczył w tuszu i zaczął nasuwać. Teraz jak znów nabrał woli walki szło mu wszystko jak z nut. Szybki kształt zamku. Wprawny ruchem zaznaczył świecącą wstęgę rzeki. Na kartce w sposób ekspresowy powstawały kolejne elementy. Nigdy nie przypuszczał, że przyjdzie mu rysować tak szybko. Inni kandydaci podnosili głowy żeby zobaczyć, co się dzieje. Grabarz szalał.

Był zadowolony. Nadgonił cały stracony czas. Nawet Pani z komisji cmokała z zachwytu nad tym, co stworzył. Spojrzał na dziewczynę, od której pożyczył ołówek. Jej praca była tak blada, że z daleka miał wrażenie, że rysuje Ona atramentem sympatycznym. W zasadzie czuł, że jedną nogą jest już na studiach.

Dobry rysownik a dał się złapać na tak banalny błąd

Jeden niefortunny ruch. Pędzel nie trafia w czarną czeluść kałamarza. Zapomniał żeby trzymać go z dala od arkusza. Czarna plama jak otwierająca się ręka rozlała się po arkuszu. Widział jak pochłania wieżę jak gasi błysk rzeki. To faktycznie był koniec.

Wrócił do domu. Nikt nigdy nie zobaczył go płaczącego. Tym razem gdzieś w zaciszu pokoju cicho szlochał. Zapowiadał, że już nigdy nie podejdzie do egzaminu wstępnego na architekturę.

Nie rezygnuj z marzeń. Nie poddawaj się

Czerwiec 2002 roku.

Grabarz znów siedział w Sali egzaminacyjnej. Bogatszy o doświadczenie z zeszłego roku miał przy sobie wszystko, co można kupić w sklepie plastycznym. Nawet kuwetę zabrał kotu żeby tusz nie połknął jego pracy. Tego roku niespodzianek nie było. Narysował, co trzeba było. I dostał 46 pkt. na 100 możliwych. Wiedział też, że nie musi mieć maxa wystarczy, że ze wszystkie dostanie przyzwoicie. Z geometrii jednak dostał drugą w kolejności najwyższą notę. Okrągłe 96/100;)

Obecnie grabarz prowadzi kameralne biuro architektoniczne a kiedy przypominamy sobie tę historię – uśmiecha się szelmowsko.

Ważne, że mogę wykonywać ten zawód, o którym tyle marzyłem.

*) historia jest prawdziwa, tak było, … choć niektóre jej części zostały lekko podkoloryzowane:)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *